
W środę, 26 tego sierpnia w Library odbyło się spotkanie networkingowe dla Polskiej społeczności w Wielkiej Brytanii zorganizowane przez Polish Success Centre, czyli w skrócie PSC Networking.
Jako osoba, która prowadzi własny mały biznes, networking mam we krwi. Spróbowałam już meetup.com, spróbowałam internations.org. Dlaczego miałabym nie spróbować i tego? Kupiłam bilet już na dwa tygodnie przed samym spotkaniem, wklepałam datę w Google Calendar, żeby nie zapomnieć, i pomyślałam: „Zobaczymy czy się opłaca… W najgorszym wypadku stracę 4 godziny ze swojego życia i 5 funtów na oysterkę”.
Sam dzień spotkania nie zaczął się najlepiej – pogoda pod psem, projekty nie dokończone, pusta lodówka, każdy włos odstaje w inną stronę. Z dość dużą niechęcia pojechałam na spotkanie, bo niby kogo ja tam poznam? Wymądrzających się Polaków, którym udało się na wyspach? Zgorzkniałych przedstawicieli, których bolą nadgarstki od rozdawania wizytówek? Kobiety narzekające na skąpych mężów, czy mężów narzekających na chciwe żony? Przepraszam, za „gruby kaliber”, ale tak właśnie pamiętam Polaków i to właśnie od tego postanowiłam uciec 4 lata temu wyjeżdżając z Polski. No nic, dam swoim rodakom szansę.
Już od samego początku spotkania coś mi nie pasowało – wszyscy uśmiechnięci i zadowoleni, rozmawiają, piją dobre wino, słuchają się nawzajem. Oto Polacy jakich nie znałam! Po niejakiej godzinie miłych rozmów przyszedł czas na prezentację. Około 30 osób przedstawiło się, wyjaśniło czym się zajmują, i kogo szukają. Uwierzcie lub nie, każda z tych 30 osób – jak jeden mąż – opowiedziała o sobie z wielką pasją i z uśmiechem na twarzy. Czy ci ludzie to jakaś sekta? W życiu nie widziałam tak radosnych Polaków. Żadna sekta! To tylko piękni, dojrzali, zadowoleni z życia ludzie, którzy mają czym się podzielić – i co najważniejsze – chcą się dzielić! Po prezentacji, wróciliśmy do małego gadu-gadu, co przyszło mi nader łatwo. Udało mi się porozmawiać niemalże z każdym. Tutaj ktoś mi doradził najpiękniejsze miejsca i restauracje w Londynie, tam ja sama mogłam pomóc komuś przy strategiach uczenia się języka obcego. Poznałam księgowych, dyrektorów teatru, ludzi IT, fotografów, prawników, coach’ów, ale – przede wszystkim – przemiłych ludzi. Rozmowa przychodziła mi naturalnie, bo każda z osób była niezwykle otwarta.
Oczywiście, rozmawialiśmy również o biznesie, bo taki był zamiar spotkania PSC Networking, ale nikt nie wpychał mi na siłę wizytówek do ręki i nie kazał wybierać pakietu SEO tu i teraz. Zamiast tego ludzie wymieniali się wizytówkami w sposób naturalny, niezobowiązujący (nadal z uśmiechem na twarzy!): „nawiążmy kontakt na LinkedIn”, „odezwij się, wyjdziemy razem na kawę” i nadal wszystko z pasją, z pasją, z pasją. Żadnych zgorzknialców, których się obawiałam.
Widać Polacy w Wielkiej Brytanii są inni. To ludzie, którzy chcą się rozwijać, chcą się dzielić wiedzą i doświadczeniem, chcą chwytać życie za nogi, chcą pomagać innym! A to spotkanie było zgromadzeniem takich (i tylko takich!) osób oraz ich pasji. Ja sama wyszłam z Library naładowana pozytywną energią, przesiąknięta radością, z kieszenią pełną wizytówek, ale i z głową pełną pozytywnych myśli. Rzadko kiedy udaje się komukolwiek wywrzeć na mnie taki efekt. Zatem, brawo dla organizatorów i brawo dla uczestników! Anglik powiedziałby: „You made my day!” a jak powiem, że spotkałam dzisiaj przecudownych ludzi, w towarzystwie których 4 godziny zleciały jak z bata strzelił. Czasu nie zmarnowałam. Wydanych na oysterkę 5 funciaków też nie żałuję 😉
Kolejny PSC Networking za miesiąc, a ja już zarezerwowałam miejsce w kalendarzu. To grzech przegapić tak uskrzydlające spotkanie!
Natalia Suta
www.nataliasuta.com